Zbigniew Mańkowski

Uwag kilka do re-wizji patriotyzmu

Żyjemy w czasach rewizji. Rewizji, którym poddajemy nasze najważniejsze idee, wartości, problematy. Rewizji podlega niemal wszystko, co może być interpretowane, a co zarazem teoretycznie wpływa i określa nasze życie. Na nowo patrzymy na miłość, prawdę i dobro, na nowo przyglądamy się historii, człowiekowi, procesom życia i śmierci. Wreszcie niejako od nowa poszukujemy źródeł dla naszej współczesności- ponowoczesności. Tym naszym rewizjom- interpretacjom towarzyszyć musi pytanie: dlaczego wszystko rozpatrujemy na nowo?
Odpowiedzi na postawione pytanie jest wiele. Jedna z nich wiąże się z tym, że nasz świat robi się jakościowo i ilościowo coraz gęstszy: powstają nowe dziedziny, a zupełnie nowe rzeczy są wypierane przez jeszcze nowsze. Niemal każdy dzień przynosi lawinę nieobojętnych faktów: kulturowych, materialnych, ideowych; wszystkim się trzeba przyjrzeć, o ile to możliwe wiele z nich zachować i zabezpieczyć dla coraz szybciej się stającej współczesności. Za tym, że nasza teraźniejszość zapełnia się od nadmiaru rzeczy, idzie z kolei jej zastraszające tempo zmian – żyjemy w coraz szybszym świecie! Co prawda komunikacja – jak nigdy w historii naszej cywilizacji – nie była tak sprawna, to właśnie ona przysparza nam wielu trosk i kłopotów: żyjąc coraz szybciej, mamy coraz mniej czasu. Paradoks naszych czasów! Ironia naszej historii, której energia- zdawałoby się- kończy! Paul Virilio mówi o „bombie informacyjnej” we współczesności: „ W im większym stopniu – pisze on – ulegają skróceniu dystanse czasowe, tym bardziej powiększa się obraz przestrzeni.”(P. Virilio, Bomba informacyjna, przeł. S. Królak ). Nadmiar, gęstość, ale i szybkość, z jaką staje się nasz ponowoczesny świat, sprawiają wrażenie, że za chwilę może on ulec eksplozji.
Nie bez przyczyny, na co też wskazują wyżej wspomniane powody, nasze czasy określa się mianem „epoki końców”: przeżyliśmy „koniec człowieka”, „koniec historii”, być może żyjemy w czasie „końca miłości”, „końca prawdy”, czy wreszcie „końca patriotyzmu”? Wszak na pewno przewartościowały się klasycznie formy i przejawy doświadczeń związanych z miłością czy dotykającym nas w tym miejscu najbardziej patriotyzmem. Mówiąc krótko: współczesny patriotyzm także podlega re-wizji. Pokolenia naszych dziadków z pełną powagą traktowały deklaracje „miłości do ojczyzny”. Dziś ich wnukowie estetycznie nastawieni do rzeczywistości , uzbrojeni w ironię pozostają w niejakiej odległości od „ojczyzny-synczyzny”.

To skomplikowany, ale i gęsty od sensów, świat, w którym przyszło im żyć, ustawia ich w dystansie wobec tego, co rodzinne, swojskie i bliskie, wymuszając brak zaangażowania. Zewnętrzna coraz szybciej się zmieniająca rzeczywistość niejako domaga się de- konstrukcji- spojrzenia, które staje się wciąż nowe, inne niż dotychczasowe, bo właśnie przekształcone przez na nowo „przybijającą do brzegu naszą realność”. Ciągłe zmiany niosą ze sobą nowe kryzysy- najistotniejszy w tym kontekście- według Zygmunta Baumana- „kryzys państwa narodowego” spowodowany został tym, że rozszerzyły się granice ponowoczesnych państw, w obrębie których coraz częściej przychodzi żyć razem swoim i obcym. Współczesny patriotyzm opiera się na zdolności przyjęcia Innych ludzi i ich światów. Zresztą także historyczny patriotyzm w dużej mierze zależał od tego ważkiego stosunku, jaki mieli tutejsi do tych stamtąd, nasi do obcych. Miarą każdego tworzącego życie patriotyzmu była jego zdolność do akceptacji i społecznej zdolności inkorporacji Innych i Inności. Norwid pisał głęboko i wnikliwie w listach, że „naród się składa nie tylko z ducha, który się różni z innymi, ale i z tego, co łączy, i że nie można wyciąć w pień na dwadzieścia mil kwadratowych wkoło Polski, aby w niej był narodowy poeta i narodowy historyk”.
Jan Józef LIPSKI w eseju „Dwie ojczyzny – dwa patriotyzmy” u progu przemian w Polsce w 1981 roku konstatował: „Ojczyzna istnieje tylko wtedy, gdy istnieje też obczyzna; nie ma „swoich”, gdy nie ma „obcych”. Od stosunku do „obcych” bardziej niż od stosunku do swoich zależy kształt patriotyzmu.”
Na kształt współczesnego patriotyzmu niewątpliwie oddziałały dwudziestowieczne fałszywe idealizmy, odwołujące się do abstraktów typu: „ludzkość”, „ojczyzna robotników”; próbowały one oderwać człowieka od jego korzeni, od przestrzeni jego doświadczeń, od rodzinnej ziemi. Wszystkim tym procesom na imię „wykorzenienie”. XX wiek wyrzucił ludzi z prywatnych ojczyzn, wtrącając ich w zamian do globalnej wioski, zaś wiek XXI, co wydaje się prawdopodobne, wepchnie ich w MAGNA VIRTUALITAS po-ponowoczesności. Trudno będzie wówczas w rozmnażającej się rzeczywistości- wirtualności odkryć własną ojczyznę.
Pozostaje mieć nadzieję, że uda się uchronić patriotyzm od całkowitego upadku. Ale to właśnie myśl o końcu patriotyzmu rodzi specyficzną- twórczą energię końca, która szczególnie każe nam myśleć o źródłach patriotyzmu. Wciąż żywa dialektyka powrotu ad fontes nakazuje nam sięganie do starożytnych- do Tyrtajosa, Horacego( Słodko i zaszczytnie jest umrzeć za ojczyznę) , niestety ma on charakter ironiczno-estetyczny; z niego wynika nasz dystans do przeszłości- salwujemy się zachwytem dla niej i rezygnacją, z czego w konsekwencji wynika, że historycznych bohaterów powierzyliśmy dalekiej przeszłości, bezpiecznie dalekiej od nas. Zadziwiające w tym kontekście jest, iż niemal całą starożytność wyrzuciliśmy ze szkół.

Dziś strasznie się nawarstwił i skomplikował nasz stosunek do ojczyzny i patriotyzmu, w pogoni za pracą i środkami do życia, pośród szybko się dziejących spraw trudno odnaleźć współczesnemu człowiekowi jego miłość do ojczyzny. Ta ostatnia zjawia się najczęściej emigrantom w postaci nostalgii za rodziną i bliskimi. To także i z tych powodów rodzi się nasza wielka ponowoczesna troska o tożsamość z pytaniami: „Kim jesteśmy?” i „ Czy jesteśmy patriotami?”. Oczywiście zdarzają się manewry „wielkiego patriotyzmu”, twardo i wyraźnie stawiającego swoje prerogatywy, przy okazji próbującego ożywić coraz to usypiające nacjonalizmy czy rasizmy. Dziś po doświadczeniach XX wieku nie trzeba nikogo przekonywać, że nacjonalizm jest „bałwochwalstwem” i „zabobonem”- jak pisał Józef Maria Bocheński, w dodatku „zbobonem” szczególnie niebezpiecznym, bo jego logika wyższości jednego narodu nad innymi często prowadzi do zbrodni i niegodziwości. I mimo że można by się dopatrzyć w niektórych wariantach nacjonalizmu pierwiastków pozytywnych, bo przedkładana ponad wszystko inne miłość do tego, co swoje , rodzime staje się czymś zrozumiałym i ludzkim, wszak ludzie naturalnie najpierw chronią bliskich swoich, znanych sobie, to jednak nacjonalizmowi zawsze zagraża destruktywna postawa: „nasz naród jest najwyższym dobrem”, które to dobro z czasem zaczyna zasłaniać wszystko, co inne. Ta postawa sprowadza się do dyrektywy: „Bić wroga!”, „Chwalić swoich!”, bo jak to powiada jeden z bohaterów Gombrowicza: „Jeśli Swojego nie będziesz chwalił, to kto ci pochwali?”.
Wydaje się, że na miarę naszego czasu sprawdzi się „mały patriotyzm” przygotowujący twórczą przestrzeń dla rozwoju patriotyzmu w ogóle, choć jest mniej widowiskowy od „wielkiego patriotyzmu” i może drażnić zwolenników hurapatriotyzmu, to może przyczynić się do duchowej łączności ludzi, którzy dobrze pracują, kreatywnie myślą i efektywnie działają. Powinien ten typ patriotyzmu wykreować otwartą przestrzeń życia i dialogu z Obcymi i Innymi, przestrzeń współpracy, ale i wymiany myśli- myśli skłonnej czerpać z doświadczeń Innych.
Bazą przestrzenną i miejscem rozwoju dla tak pojętego patriotyzmu mogłaby być projektowana myślowo przez Stanisława Ossowskiego- „mała ojczyzna”, ojczyzna regionalna ( moja wieś, moje miasto, nasza gmina ), mały i zarazem wielki, ale przede wszystkim duchowo i emocjonalnie bliski, świat doświadczeń powiązany z człowiekiem- osobą, a więc jednostką integralnie koncentrującą w sobie emocjonalność, duchowość i cielesność.
Ten prywatny świat powinien być otwarty na społeczny wymiar istnienia. Trzeba pamiętać, że współczesny patriotyzm jest szczególnie narażony na zanikanie publicznej sfery życia, oderwawszy się od postaw „już my im pokażemy”, pogrąża się często w zamkniętej na to, co na zewnątrz sferze dobrze strzeżonej prywatności. Daleko nie trzeba szukać, wystarczy zwrócić uwagę na szczelnie pozamykane, pilnowane przez ochronę, ogrodzone murem bogate osiedla- traktowane jako świetna przystań dla spełnionego i spokojnego życia.

Ale przede wszystkim „mały patriotyzm” wiązałby się ze skromną, a jednak o zakroju uniwersalnym, tzn. powyżej naszego powiatu, działalnością, której nieobojętna by była estetyka krajobrazu w regionach, której wreszcie leżałby na sercu kształt architektury przestrzennej, wszystko to, jak wyglądają nasze obejścia domostw, nasze klatki schodowe. Chodziłoby tu o cały ten świat pozornie nieważnych rzeczy, z których składa się nasze prawdziwe życie. Wobec tych uwag rodzi się pytanie: „ Czy na przykład polska architektura, urbanistyka są wyrazem miłości do kraju, wyrazem naszego patriotyzmu?” Siła tego pytania zaczyna działać wtedy, kiedy zwrócimy uwagę na estetyką krajobrazu na zachodzie Europy.
Patriotą w powyżej zarysowanym kontekście staje się człowiek, który niemal po mistrzowsku robi swoją robotę, po benedyktyńsku wykonując swoją pracę, wytycza szlak do innego człowieka. Istnieje tylko kwestia, czy współczesny człowiek potrafi pracować? czy tylko poddaje swój organizm wysiłkowi?, skoro wciąż jest zmęczony? ( Ponoć Władysław Tatarkiewicz zwykł mawiać, że ze wszystkich ważnych rzeczy praca męczy najmniej.)
Czapski, kiedy myślał o patriotyzmie artystów, odwoływał się do „Czasu odzyskanego” Prousta, u którego: „Barrès mawiał, że artysta ( taki np. jak Tycjan) powinien przede wszystkim służyć chwale Ojczyzny. Ale może on służyć jej tylko będąc artystą, to znaczy pod warunkiem, że w chwili, kiedy bada prawa sztuki, kiedy tworzy swoje doświadczenia i odkrycia, równie subtelnie jak odkrycia w nauce, że w tych chwilach nie myśli o niczym innym, nawet o Ojczyźnie, a tylko o prawdzie, wobec której stoi.”
Zbigniew Mańkowski

wróć

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-Share Alike 2.5 License.