We Will R.E.P. You!

Rewolucyjna Przestrzeń Eksperymentalna

REP (Rewolucijnyj Eksperymentalnyj Prostir, Rewolucyjna Przestrzeń Eksperymentalna) to grupa artystów i artystek urodzonych około roku 1980. Jako zespół zaistnieli na Majdanie Nezałeżnosti i w Centrum Sztuki Współczesnej w Kijowie w 2004 roku.

Na samym początku w działania grupy włączało się bardzo dużo osób. Do sal Centrum Sztuki Współczesnej w Kijowie zamienionych w otwartą pracownię przychodziło wielu rewolucjonistów i wiele rewolucjonistek chcących dać wyraz swej ekspresji. Później spośród tej grupy wyłoniono osoby mogące poszczycić się wykształceniem artystycznym bądź zbliżonym. Każda z młodych twórczyń i każdy z młodych twórców, których poza tym, iż są członkami grupy REP, łączy pobyt rezydencjonalny w kijowskim CSW, szczyci się indywidualną praktyką twórczą na tyle odmienną, że trudno byłoby szukać jednego mianownika, poza dostarczonym przez wspólne działania i wystawy. W sumie jest ich około 20, ta liczba jest jednak zmienna warto wymienić nazwiska takie jak Łesia Chomenko, Żanna Kadrowa, Mykyta Kadan, Ksenia Hnyłycka, Łada Nakoneczna i Wołodymyr Kuzniecow, Sasza Semenow, Borys Kaszapow, Artur Biełoziorow, Kryrył Hryniow, Ołesia Cełowanśka, Hanna Kyselowa.

Mówią, że są kolejną generacją artystyczną, ale chcą być także głosem swego pokolenia. Kategoryczne, jednoznaczne sformułowania składają się na manifesty towarzyszące ich akcjom artystycznym. REP-owcy mają jednak do tego języka dystans. Widzą, że w ukraińskiej przestrzeni politycznej retoryka stanowi rzeczywistość samą dla siebie i najczęściej pozbawiona jest związku z rzeczywistością. Posługują się strategiami marketingowymi i podkradają scenariusze opracowane przez specjalistów od reklamy politycznej. Ich postulaty są w miarę czytelne. Obnażają sposoby działania w przestrzeni publicznej i domagają się instytucjonalnego wsparcia dla swoich działań. Szukają dla siebie miejsca w nowej rzeczywistości ukraińskiej. Mówią, że brakuje im zaplecza instytucji, chociaż są całkiem nieźle notowani w prywatnych galeriach, a przede wszystkim cieszą się opieką kijowskiego CSW, pod którego parasolem dojechali do Nowego Jorku i Warszawy, oraz znanego kuratora Jerzego Onucha, obecnie szefa Instytutu Polskiego w Kijowie, byłego dyrektora temtejszego CSW. Ich krytyka odności się raczej do braku instytucji i mechanizmów wspierania sztuki współczesnej, niż do kontestacji tych nielicznych już istniejących. Słusznie rozgoryczeni są tym, że choć zwyciężyli konkurs na ukraiński pawilon w ramach 51. Biennale w Wenecji, Ministerstwo Kultury i Turystyki, jak za starych dobrych czasów, decyzję komisji ekspertów po prostu anulowało. Do Wenecji pojechał artysta starszy i kołom zbliżonym do ministerstwa milszy. Pod Sekretariatem Prezydenta REP-owcy urządzili artystyczną pikietę przeciwko skorumpowanym urzędnikom i zakulisowemu (ukr. poddywanowemu) podejmowaniu decyzji. Nie na wiele się to jednak zdało.

Ważnym aspektem jest wychodzenie w przestrzeń publiczną. REP dąży do kontaktu z ludźmi spoza ściśle określonego grona (artystów i artystek, kuratorek i kuratorów, galerzystów i galerzystek, przyjaciółek i przyjaciół ich wszystkich). Wobec braku dialogu „pomiędzy kulturą a społeczeństwem” stosują więc środki zaradcze. Wychodzą na agorę. To, co proponują politycznie rozbudzonemu postpomarańczowemu społeczeństwu, najczęściej kijowskiemu, rozmija się z tego społeczeństwa oczekiwaniami wobec sztuki. Z dokumentacji akcji ulicznych REP pokazanej w Zamku Ujazdowskim wynika, że nie dochodzi do rzeczywistego dialogu, a raczej do jego imitacji.

Artyści wykładają powód, dla którego znaleźli się na ulicy, ich rozmówcy mówią, jak oni to widzą i jak być powinno, artyści trochę odnoszą się do wypowiedzi widzów, ci znowu powtarzają swoje i rozchodzą się unosząc w pamięci oryginalne spotkanie. Choć rozmawiają różnymi językami, a porozumienie jest powierzchowne, dzieje się jednak coś ważnego, spotkają się z widzem niezaangażowanym i niewykształconym, który sam prawdopodobnie nigdy nie wszedłby do galerii sztuki współczesnej. Ulicznymi rozmówcami i odbiorcami sztuki REP bardzo często są emerytki i emeryci, weterani wojenni (ważna kategoria osób starszych wymieniania w komunikatach kijowskiego metra na równi z kobietami w ciąży, ciesząca się dużą estymą), którzy raczej nie zmienią wypracowanych przez długie życie poglądów na sztukę, z pewnością do ich świadomości przedostanie się jednak nowe pojęcie. Hasło „sztuka dla wszystkich” nie jest na Ukrainie i w innych państwach obszaru postsowieckiego obce. Wystarczy przypomnieć chociażby działania futurystów i konstruktywistów, które w krótkim czasie zostały krwawo ugrzecznione do socrealizmu. REP-owcy wolą jednak firmować swoje wystąpienia podobizną Beuysa, który nie jest na Ukrainie szeroko znany i nie łączy się z funkcjonującymi tam dyskursami historycznymi, w których bardzo łatwo ugrzęznąć na dobre.

Próby dotarcia do widza i nawiązania z nim dialogu w pozainstytucjonalnej przestrzeni są w wykonaniu REP-u bardzo różnorodne. Niektóre opierają się nawet na dobrowolnym przymusie. Jedna z akcji - „Rozszerzenie świadomości” polegała na zaczepianiu przechodniów w jednej z bocznych ulic Kijowa i przekonywaniu ich do tego, aby weszli/weszły do białej furgonetki bez okien. Wszyscy pokazani w ramach dokumentacji wchodzili dobrowolnie, ale ich twarze wskazywały na niepewność pomieszaną z lękiem. Trudno uniknąć skojarzenia z ulicznymi łapankami NKWD, ale przychodzą także na myśl różnego rodzaju kampanie reklamowe. REP-owcy używali perswazji, a nie siły. W furgonetce widza/kę poddano szczególnemu zabiegowi.

Siadał/a w wygodnym krześle i prezentowano mu/jej szybko zmieniające się ikony sztuki wieku XX wymieszane z indywidualnymi dokonaniami członkiń i członków grupy REP. Z dokumentacji wynika, że pokazu nie dopełniano rozmową, za to niektórym oferowano delikatny, relaksujący masaż szyi. Zmieniające się slajdy pozbawione komentarza, w atmosferze trochę strasznej, trochę przyjemnej, stały się przekazem skierowanym raczej do późniejszych odbiorców w galerii, niż osób poddawanych „poszerzeniu świadomości”, którym faktycznie dostarczono podprogową reklamę sztuki współczesnej. Widz postawał zawieszony w oczekiwaniu na narzędzia/sztućce do konsumpcji tego dziwacznego towaru.

Znacznie większy potencjał krytyczny niosła ze sobą akcja „We will R.E.P. you”. Odbyła się podczas obchodów Rewolucji Październikowej. Na ulicę wyszły wówczas wrogie sobie demonstracje komunistów i nacjonalistów, wyposażone we własne emblematy, komuniści - flagi czerwone, a nacjonaliści czerwono-czarne i niebiesko-żółte. REP-owcy zaś nieśli podobizny Warhola i Beuysa, ubrani byli na biało z dodatkiem czarnych spiczastych czapeczek, które jak twierdzi Sasza Semenow – członek grupy REP, są hołdem dla obecnego wówczas w Kijowie Majora Frydrycha. Poprzez rozedrganą obecność wśród tysięcy demonstrantów, poddanych rytualnej powadze, obnażyli nie tylko sztuczność tej formy wystąpień ulicznych, ale także drzemiącą w niej agresję. Podobna rzecz udała im się w ramach projektu „Partia REP”, kiedy wśród radośnie wielokolorowych namiocików chroniących punkty agitacyjne partii aspirujących do parlamentu ustawili własny czarno-biały pawilon, pod którego osłoną wykrzykiwali absurdalne pseudo-hasła polityczne.

Grupa REP ukonstytuowała się podczas Pomarańczowej Rewolucji. Nieporównywalna z niczym atmosfera zawieszenia hierarchii i karnawałowego odwrócenia rzeczywistości, a zarazem patosu towarzyszącego przewrotowi społecznemu, zaowocowała wiarą w możność negocjowania warunków, na których chce się funkcjonować na Ukrainie. REP wykorzystuje tę możliwość bardzo radośnie, dbając o zakorzenienie nazwy swego ugrupowania w przestrzeni publicznej.

Anna Łazar

wróć

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-Share Alike 2.5 License.