Ida Łotocka Huelle

Bardziej nic niż coś

Już ponad miesiąc nieprzerwanie trwa dyskusja wokół wystawy „Nowi Dawni Mistrzowie”, na której amerykański kurator prof. Donald Kuspit prezentuje nowy, formułujący się właśnie kierunek w sztuce. Wystawa atakowana była na łamach „Gazety Wyborczej-Trójmiasto” przez dziennikarzy, kuratorów i kierowników galerii oraz krytyków sztuki. Najmniej przez artystów. Ci, nawet jeżeli zabierali głos, ważyli argumenty, rozumiejąc, że topos sztuki jest ze swej natury różnorodny. Ludzie związani z „dystrybucją” sztuki okazali się kompletnie pozbawieni takiego poznawczego instynktu. Interesują ich wyłącznie własne „wynalazki”.

Podniesiono między innymi lament, że wystawę zorganizowano za pieniądze podatnika (to zawsze budzi pożądane emocje). Proponuję więc odwiedzić Nadbałtyckie Centrum Kultury w Gdańsku (finansowane przez Urząd Marszałkowski), miejską galerię Łaźnia (finansowaną z budżetu Gdańska) oraz Instytut Sztuki Wyspa (niepubliczny, ale wyciągający rękę po publiczne pieniądze), zwłaszcza że kuratorzy tych właśnie placówek zarzucali Kuspitowi wstecznictwo, nieoryginalność i nienowoczesność. Co zatem sami uważają za nośne dla naszych czasów? Słowem-kluczem jest tutaj renegocjacja. Wszystko należy renegocjować oprócz pozycji zjawisk, które zajęły miejsce sztuki w społeczeństwie masowym, bo ona już jest wyrenegocjowana i czas musi się zatrzymać. Również talentu nie można wynegocjować. Dlatego też w postsztuce talentu nie ma. A oto skutki tego stanu rzeczy.

O ekspozycji w Nadbałtyckim Centrum Kultury ( 09 listopada – 10 grudnia), której kuratorem była Agata Rogoś, niewiele da się powiedzieć, bo też i dopatrzeć się czegokolwiek było trudno. Minimal art. pt. „Ślady” autorstwa Krzysztofa Polkowskiego przedstawiał na ogromnych płaszczyznach bezbarwnych ścian deszczułki wielkości kontaktu elektrycznego, posmarowane zaprawą tynkarską (jak próbki w markecie budowlanym). Gdzieniegdzie odrobina koloru, czasem strzałka. Artysta zapewniał nas, że „Był to żmudny i trudny, acz fascynujacy proces „walki” z własnymi przyzwyczajeniami, „grepsami”, wydeptanymi przez siebie i innych ścieżkami”. Trwał prawie rok! A my jego efekt możemy oglądać za publiczne pieniądze. Tylko dlaczego otrzymujemy bardziej nic niż coś?

W otwartej 8 grudnia w galerii Łaźnia międzynarodowej wystawie „Manipulacje. O ekonomii kłamstwa” gros ekspozycji stanowią videoinstalacje. Według kuratora Adama Budaka „W sztuce manipulacja występuje jako narzędzie negocjowania rzeczywistości – terenu świadomych oszustw artystów”. W istocie – sztuka to łudzenie i uwodzenie, o czym wie każde dziecko. Nowoczesność miałaby więc polegać na nieustannym wyważaniu otwartych drzwi? Sama intencja wystawy jest niejasna, tytuł nie pomaga jej rozszyfrować, a prezentowane instalacje jeszcze sprawę komplikują. Jedynie odstraszanie się powiodło. Operowanie obrazem nie jest proste. Czy statyczny, czy ruchomy, obraz rządzi się określonymi, nienegocjowalnymi prawami psychologii i percepcji, i bez rzetelnych studiów rysunku, malarstwa i kompozycji oraz odpowiedniej dozy talentu ani rusz. Ani na poziomie formy, ani podstawowej nawet komunikacji ogladający nie otrzymuje nic. Na kilkadziesiąt instalacji zrozumiała była jedna: w której artysta symulował za pomocą odgłosów pracę w warsztacie.

Znacznie gorzej sytuacja przedstawia się na również międzynarodowej wystawie „Patriotyzm jutra”, otwartej 25 listopada w Instytucie Sztuki Wyspa.Wideoinstalacje pokazują: bądź fragment ulicznego ruchu, bądź twarze ludzkie, bądź krążącą i zmieniajacą formę zamkniętą linię. Do tego śpiewane są piosenki („Nasz śpiewnik” Artura Żmijewskiego) i powtarzane słówka. Zarzut banału jest bezzasadny, postsztuka z definicji nie może być banalna, bo to właśnie banał jest w niej krytykuje. A banalna jest sztuka historyczna, na co wskazuje wideoinstalacja pt. „Rewolucyjna przestrzeń eksperymentalna”, gdzie artyści proponują publiczności tablice z nazwami kierunków w sztuce, jako „sztukę na każdy gust”. Ta praca, jak każda inna z ekspozycji, mogłaby znaleźć się na wystawie „Manipulacje…” w Łaźni i odwrotnie. Tak na przykład, jak bezpretensjonalna kompozycja z 15 kartonów po butach Adidas z wyciętym w jednym napisem nie czy 765 fioletowych termoforów. „Patriotyzm jutra” miałby zapewne wyrenegocjować pojęcie patriotyzmu, ale myśl krytyczną trzeba umieć wyartykułować. Sztuką jest – gdy to się udaje. Niestety, albo nowe medium jest mało plastyczne, albo nowi mistrzowie od czasów Duchampa niczego się nie nauczyli, bo też i nie mogli. Nie wymagano od nich warunków wyjściowych – talentu.

Autorzy opisanych wystaw zdają się nie pamiętać, że istotą ich poczynań jest jakiś przekaz. Nawet brzydota musi być komunikatywna, inaczej nie ma sensu. Ma jedynie sens psychologiczny, jako krzyk rozpaczy ludzi, którzy nie mają dostępu do piękna (w postsztuce zwanego kiczem), czy to z powodu małej wrażliwości, braku talentu, czy zaniedbań kulturowych, podobnie, jak zdaniem Kuspita pomysły Duchampa były odwetem jego niemocy twórczej na sztuce kreowanej przez nieprawdopodobną wręcz inwencję Cezanne`a, Picassa i innych. Nie jest to jednak powód, żeby na taki obraz sztuki godzili się ci, którzy podobnych problemów i frustracji nie przeżywają.

Ida Łotocka – Huelle
malarka

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-Share Alike 2.5 License.