Daniel Muzyczuk

W Y S T A W A
Daniel Muzyczuk, Naród w żywych barwach i odcieniach szarości,
czyli o dwóch „patriotycznych” wystawach w Gdańsku

Coś szczególnie dużo ostatnio w Gdańsku wystaw podejmujących temat tożsamości narodowej. Najpierw starająca się analizować wzajemne stosunki Rosjan i Polaków Uwolnić emocje w Nadbałtyckim Centrum Kultury, następnie Patriotyzm jutra w Instytucie Sztuki Wyspa i w końcu Sometimes I feel ashamed to be Polish w galerii PGR Art. Już z samej racji ilości wydaje się, że problem jest poważny. Czyżbyśmy wraz z wejściem do Unii Europejskiej rzeczywiście odczuwali coraz większą „europeizację” życia codziennego i zanik tradycji narodowych? A może to czkawką odbija się pewna zmora, która służyła w przeszłości bardzo konkretnym celom, ale w tej chwili nie chce spokojnie leżeć w grobie? Na szczęście ani jedno ani drugie.

Patriotyzm jutra raczej ukazuje wielość narracji, która ukrywa się pod zawłaszczonym przez elity rządzące pojęciem narodu. Wyraźnie czuć, że artyści odczuwają tęsknotę za pozbawionym treści ideologicznej patriotyzmem. Pojęcie narodu jednakże od zawsze służyło celom propagandowym i tworzyło binarne opozycje na zasadzie „my” i „oni”, które - jak twierdzi Michel Foucault w Trzeba bronić społeczeństwa - spełniały funkcję narzędzia wojennego. Właśnie dlatego historię narodów piszą zwycięzcy, nawet jeśli w danej chwili zdają się być przegranymi. To właśnie oni stanowią zbiorową pamięć i to im stawiane są monumenty. Występują one najczęściej pod postacią rzeźb, których funkcją jest podsycanie pamięci, upamiętnianie. W taki sposób działają monumenty. Powstają, aby podkreślić ważne, z punktu widzenia zleceniodawcy, wydarzenia w życiu wspólnoty. Ich rola spełnia się w podkreślaniu tradycji, podstaw dawnego społeczeństwa i uznanych przez nie wartości. Można by było zaryzykować stwierdzenie, że zadaniem monumentu jest petryfikowanie systemu społecznego, politycznego, czy też etycznego. Są one widzialnym wyrazem władzy. Na poparcie tej tezy wystarczy przypomnieć powszechne w Europie, w każdym okresie historycznym (a nie tak dawno i w Polsce) niszczenie, przy przejęciu władzy przez siły wrogie uprzedniemu porządkowi, monumentów uwieczniających postaci i wydarzenia ważne dla obalonych władców. Jest to sztuka, która według Waltera Beniamina, ma nadawać przestrzeni publicznej odpowiedniego znaczenia zgodnego z celami rządzących, a zatem zwycięzców, podczas kiedy wszelka pamięć o zwyciężonych ma zostać z niej wyeliminowana. Jak mówi Krzysztof Wodiczko: „Oznacza to, że z pokolenia na pokolenie, nosimy na sobie odpowiedzialność, za to co trwa w przestrzeni publicznej. Ci z nas, którzy mają więcej szczęścia niż inni, mogą nie rozpoznawać, że jesteśmy częścią narracji zwycięzców.”

Praca Małych Warszawiaków pt. Monument Contra Cathedral Instauratio porusza właśnie konflikt pomiędzy abstrakcyjną ideą, a jej realizacją i funkcjonowaniem społecznym. Przedstawia historię monumentu mającego już w założeniu być abstrakcyjnym obrazem idei ruchu zapoczątkowanego przez Jánosa Szántó – Kovács. Jednakże figura wykonana przez Józsefa Somgyi, która miała wyobrażać ową ideę, spotkała się z gwałtownym protestem publiczności ze względu na brak fizycznego podobieństwa do lidera ruchu. Patriotyczna idea, która pod dłońmi rzeźbiarza uzyskała sumaryczny wyraz nie zadowoliła oczekującej wierności wizerunku społeczności. I tu natykamy się na najpoważniejszy problem związany z ideami patriotycznymi. Tworzone są one przez zbiorowość i już z tej racji są pluralistyczne. Obrazują odmienne dążenia i cele, jak również różne ideały. Każda wizja artystyczna stanowi również wypowiedź indywidualną.

Stąd właśnie na wystawie brak jednoznacznej wizji patriotyzmu i jego przyszłości. Wydaje się, że króluje tu swego rodzaju intymny patriotyzm, taki który każdy z nas wewnętrznie pielęgnuje. Patriotyzm, który ma wymiar indywidualny i wynika bardziej z naszych doświadczeń, niż z odziedziczonej przez nas historii. Taki wymiar miały akcje i prace artystów szwajcarskich skupionych wokół grup cStudio i Labor P. Szwajcaria jako słodka ojczyzna z czekolady, którą sprzedawano po złotówce. Wygodna pufa w kształcie tegoż kraju, na której można było wygodnie odpocząć od zgiełku wernisażu. Buty odlane z lodu z zanurzonymi korzeniami, w pracy Saskii Edens, odzwierciedlają zakorzenienie w tradycji narodowej, ale również swego rodzaju zastój. Również praca Bruno Steinera poprzez tytuł Gniazdo odnosi się do osadzenia w pewnej tradycji. Instalacja ta przedstawia nieregularny okrąg, który w rytm hipnotycznej muzyki zmienia swoje kształty. Granice istnieją, ale ciągle ulegają transformacjom. Krążą wokół pewnego centrum, lecz ich kształt jest zmienny. Wokół podobnego zjawiska krąży animacja Niemca Piero Gliny Oni. Prezentowane na ekranie flagi państwowe ukazane są negatywowo i rytmicznie zmieniają się. Flaga jest natomiast jednym z symboli, wokół którego, w oczach cudzoziemca, obracają się wszelkie stereotypy na temat danego narodu. Tutaj jednak pojawia się również walor negatywny – obce narody widzimy w czerni i bieli. Stanowią one częstokroć owego pisanego z dużej litery Obcego, który wzbudza lęk już z racji samej odmienności. Artysta poddaje krytyce binarną opozycję „my” – „oni”, która stanowi bazę każdej ideologii, także nacjonalizmu. Warto zauważyć, że w wielu pracach zgromadzonych na wystawie miejsce patriotyzmu zajmuje ów złowrogi brat bliźniak – nacjonalizm.

Motyw flag występuje również w pracach Grzegorza Klamana: Europie i Flagach dla Unii Europejskiej. Nie po raz pierwszy artysta ten sięga po motyw flagi. Wystarczy przypomnieć Flagę dla III-ej Rzeczpospolitej. Druga z pokazanych na wystawie prac odnosi się do owego lęku przed zatratą patriotycznych wartości w łonie Unii Europejskiej. Flagi narodowe państw członkowskich zostały ujednolicone poprzez jednobarwność pozbawionych barw płytek metalowych. Z oddali wszystkie wyglądają identycznie. Jedynym śladem po odwołujących się do wartości narodowych barwach są ich nazwy w alfabecie Braille’a.

Niezwykle ciekawym zabiegiem kuratorek okazało się zestawienie ze sobą pracy Artura Żmijewskiego Nasz śpiewnik z Piosenkami mojego pokolenia Łukasza Gronowskiego. Obie prace niewątpliwie na owej konfrontacji zyskują. Nie dość, że w tytułach obu znajduje się zaimek dzierżawczy. W pierwszej z prac artysta filmuje żydowskich emigrantów z Polski, którzy z trudem przypominają sobie fragmenty narodowych, bądź też popularnych pieśni ze swojej starej ojczyzny. Z jednakowym nierzadko wysiłkiem młodzi ludzie sfilmowani przez Gronowskiego przypominają sobie teksty hitów prosto z list przebojów. To ciekawe, że owe zapomniane i wyparte w pewien sposób pieśni i narzucone przez kulturę popularną przeboje są określane jako własność. Czy owa własność jest elementem tożsamości? Jeśli tak jest to jest ona rozchwiana i niepewna, a jej obraz na szczęście w żaden sposób nie spełnia marzeń polityków PiS czy LPR. Co więcej, osiągnięcie celów wyznaczonych dla wychowania patriotycznego jest z góry skazane na porażkę.

To właśnie ów brak jednoznacznej tożsamości narodowej, czy wręcz protest przeciwko jakimkolwiek próbom budowania takowej dominuje na wystawie. Być może jest to „wina” ilości kuratorek (aż trzy). Nawet jeżeli, to niewątpliwie wpisuje się to idealnie do lansowanego obrazu patriotyzmu: pluralistycznego, heteromorficznego, nie normatywnego, prywatnego, czy też intymnego. Pasuje to do radykalnej odmowy podporządkowania idei narodu jakiejkolwiek ideologii, czy opcji politycznej. Protestu przeciw odgórnemu sterowaniu budowy tożsamości narodowej. Tego komunikatu nie psują nawet oczywiste potknięcia jak zestawienie hałaśliwej Europy Klamana z wymagającą dźwięku wideo instalacją Zsolta Keserue Let’s Talk Hungarian, czy parę słabych prac (np. Polonez Janusza Krystopa, czy instalacja Fatherland Simaone Fuchs). Niewątpliwie wzmacnia go natomiast sama obecność wystawy w Stoczni Gdańskiej, bowiem „Solidarność”, która się tutaj urodziła była z gruntu ruchem pluralistycznym i demokratycznym. Należałoby zapytać czy możliwy jest demokratyczny patriotyzm.

Niewątpliwą zaletą wystawy jest także świeże spojrzenie na przestrzeń Instytutu Sztuki Wyspa. Dotychczasowe wystawy w tym miejscu rozgrywane były identycznie i niestety przez to coraz bardziej nudne. Kuratorki odrzuciły ten dyktat wpisany w przestrzeń Instytutu i postanowiły odszukać jego ukryte możliwości.

Najmocniejszą pod względem ostrości komentarza pracą na wystawie jest Więcej Galerii Rusz. Poprzez sprowadzenie narodów Europy do części półtuszy wołowej doprowadza do absurdu mesjanizm narodowy – jeden z niechlubnych wykwitów patriotyzmu i przyczynę dziewiętnasto- i dwudziestowiecznych nacjonalizmów. Jak pisze Don DeLillo: „Nostalgia rodzi się z frustracji i gniewu. Jest wyrównaniem krzywd pomiędzy teraźniejszością a przeszłością. Im silniejsza jest nostalgia tym człowiek bliższy jest przemocy. Wojna to forma, jaką przyjmuje nostalgia, gdy ludzi przyciśnie potrzeba powiedzenia czegoś dobrego na temat swojej ojczyzny.” Galeria Rusz dodała także do tej pracy swoiste pendant: „Pozdrowienia z Polski”. Na przedstawiającej malowniczy wodospad fototapecie domalowano postać jako żywo przypominającą króla biesiadnej zabawy - Krzysztofa Krawczyka z wielkim złotym krzyżem na piersiach. Stają w oczach pocztówki z identycznym przesłaniem produkowane przez Raster. Pozdrowienia są z Polski, ale czyja to Polska? Na pewno nie moja.

Ta Polska nie należy także do Petera Fussa, który prowokacyjnie nazwał swoją wystawę w galerii PGR Art: Czasem wstydzę się być Polakiem. Ten artysta znany jest z nielegalnych billboardów, na których komentuje życie polityczne („Kaczyński i Kaczyński mylą mi się”, czy też rynku sztuki „This Picture is not for sale”), a także działań w ramach Radykalnej Akcji Twórczej. Obrazy pokazane na wystawie zdają się dopełniać Patriotyzm jutra. Utrzymane w szarościach płótna przedstawiają elity rządzące Polską, gwiazdy polskiej pop kultury, posągi papieża Polaka. Jednolitość kolorystyczna pozwala odczytać je jako wyraz jednostronnego widzenia kraju. Takiego widzenia, jakie charakteryzuje opcje polityczne sprawujące w chwili obecnej władzę. Ujednolicenie, centralizm i szarą nudę. Fuss zdaje się ukazywać negatywowy obraz Patriotyzmu jutra. To takiej Polski się wstydzi. To nią jest zażenowany. Jednocześnie jego protest nie jest ograniczony do krytyki ścian galerii i ram płótna. Wychodzi ze swoim komunikatem w przestrzeń publiczną. Przyjmuje postawę aktywną, wręcz pozytywistyczną. Walczy o prawo do swojej własnej wizji narodu i Polski, ale także o prawo do takiej wizji dla każdego z nas. Prawo do nienormatywnego patriotyzmu.

Daniel Muzyczuk
[28.12.2006]

Patriotyzm jutra
kuratorki: Agata Chinowska, Renata Rusnak, Monika Weychert Waluszko
Instytut Sztuki Wyspa, Gdańsk
25 listopada 2006 – 5 stycznia 2007
artyści: Martin Krenn (Austria), Artur Klinau (Białoruś), Maksim Osipau (Białoruś), Walżyna Mort (Białoruś), Ron Sulik (Holandia / Mołdawia), Piero Glina (Niemcy), Wolf Kahlem (Niemcy), Joachim Roth, Kay Michalak, Johannes Tolk (Niemcy), Galeria Rusz (Polska), Grzegorz Klaman (Polska), Ryszard Górecki (Polska), Łukasz Gronowski (Polska), Twożywo (Polska), Juan Pedro Fabra Guemberena (Szwecja), Laurie Haycock Makela (Szwecja), Włodko Kaufman (Ukraina), REP - Rewolucyjna Przestrzeń Eksperymentalna: Ołesia Chomenko, Wołodymyr Kuznecow, Mykyta Kadan, Łada Nakoneczna, Żanna Kadyrova, Ksenia Hnylycka (Ukraina), Kis Varsó (Littre Warsaw): András Gálik, Bálint Havas (Węgry), Zsolt Keserue (Węgry), Zopán Nagy (Węgry)

http://www.bunkier.com.pl/index.php?section=teksty_bunkier&more=316&PHPSESSID=ba6f9d72a28491593f943eb7df470c38

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-Share Alike 2.5 License.